Prolog
Księżyc wyszedł zza chmur, jednak jego światło nie zdołało wedrzeć się na oblicze siedzącego na koniu, wysokiego, na czarno ubranego mężczyzny. Mówił szybko, głosem nawykłym do wydawania rozkazów.
- W tym liście masz instrukcje odnośnie pakunku oraz dalszych działań. Nie wolno ci rozrywać żadnej koperty, która nie jest do ciebie przeznaczona. Jakiekolwiek złamanie zawartych poleceń grozi… - zawiesił głos. –Nie muszę chyba mówić…
Jego rozmówca odruchowo dotknął okolic pachwiny i skrzywił się, jakby coś wróciły wspomnienia, które nie były miłe. Mógł się czuć upokorzony, jako że drugi mężczyzna wydawał mu polecenia nie schodząc z wierzchowca, a on, będąc i tak niskiego wzrostu, musiał zadzierać głowę.
- Niewiele pozostało czasu na załatwienie wszystkiego, Bruno – kontynuował zimny głos. Mówił płynnie po polsku, jednak można było wyczuć dziwny akcent. Może był obcokrajowcem, a może tylko długo przebywał za granicą.
- Czy nie powinienem wiedzieć o celu mojej misji – stojący człowieczek nazwany Brunem odważył się zapytać. Zaraz jednak tego pożałował.
- Zawsze wiesz tyle ile powinieneś wiedzieć – w podniesionym głosie można było wyczuć, że osoba ta znosi kiedy mu się ktoś sprzeciwia. – Zbyt wiele wiedzy nie zawsze dobrze służy.
Deszcz przestał padać kilka minut temu, ale mężczyzna na koniu nadal nie ściągnął kaptura płaszcza. Ani jeden kosmyk włosów nie wydostał się na księżycowe światło. Kiedy mówił przytykał do ust czerwoną chustę, by zniekształcała głos. – Może to ktoś znany? – pomyślał stojący obok konia człowieczek.
W powietrzu czuć było wilgoć. Teraz nad rozstajem niebrukowanych dróg zaczęła unosić się mgła. Wydawać by się mogło, że celowo owijała się wokół stojących samotnie na pustkowiu postaci. W dali pobłyskiwały światła w oknach jakiegoś wielkopolskiego dworku. Być może gospodarze szykowali się do spoczynku, nie zdając sobie sprawy, że obok nich przetoczyć ię ma wkrótce nawałnica historii.
- Celem będzie zdobycie pełnej niepodległości – ku zaskoczeniu Bruna, jeździec powrócił do tematu. Jednak teraz mówił w inny sposób, mniej było w nim niechęci, a więcej żarliwości. – Prawdziwie wolnej i niepodległej Rzeczypospolitej. Bez obcych wojsk. Bez narzucanych praw. Ale ciebie to raczej nie obchodzi – głos znowu stał się zimny. – Sprawdziłem cię zanim otrzymałeś to zadanie – jesteś lojalny, to prawda, ale twoja lojalność opiera się na dwóch filarach: strachu przed bólem oraz pieniądzach. Połączenie tych dwóch czynników, tworzy z ciebie idealnego wysłannika. Jednak zawsze może cię na drodze życia spotkać ktoś z większymi – zaśmiał się drwiąco – argumentami – strzeż się wtedy zdrady. My dosięgniemy cię w całej Europie. Nigdzie nie znajdziesz schronienia i nikt cię nie uchroni przed zemstą.
- Źle mnie oceniasz panie… – zaczął Bruno, ale mężczyzna na koniu przerwał mu brutalnie.
- Nie czas na konwenanse. Otrzymałeś zadanie więc ruszaj. Pieniądze na drogę i twoje wynagrodzenie znajdziesz w pakunku. W drogę – pochylił lekko głowę i spiął konia. Po chwili w ciszy sierpniowej nocy rozległ się głuchy tętent. Kusz spod końskich kopyt nie uniósł się ponad mgłę. Posłaniec patrzył chwilę za odjeżdżającym. W jego wzroku czaiła się nienawiść.
Sonda |
InfoUwaga: Po przesłaniu zgłoszenia należy zarejestrować się pod takim nickiem (loginem) jak nazwa zespołu. Aby zarejestrować zespół NIE WYSTARCZY się zalogować. Konieczne jest wysłanie maila z wypełnionym zgłoszeniem pobranym tutaj.
|


































