Wstęp
Kiedy jako nastoletni chłopak z zapartym tchem czytałem „Szachistę” Waldemara Łysiaka, nie spodziewałem się, ze los bezpośrednio skieruje mnie na trop bohaterów akcji porwania Napoleona. A wszystko zaczęło się od mojego śledztwa w sprawie gostyńskiego ratusza. Wbrew ogólnej opinii historyków, że budynek władz miejskich powstał dopiero w XX wieku zacząłem szukać przekazów dotyczących tego obiektu w przeszłości. Nie miejsce teraz na szczegółowe rozwijanie tematu; zresztą pośrednio ta kwestia też zaznaczy w dalszej opowieści. Znalazłem jednak dane, z których można było wysunąć pogląd, że dawny ratusz spłonął w 1783 roku, a w czasie wielkiego pożaru w 1811r. znajdowała się pośrodku rynku tylko mała prowizoryczna szopa. Przeprowadzany w 2010r z okazji 100-lecia ratusza gruntowny inwentarz archiwaliów oraz piwnic i strychu budynku, doprowadził do odkrycia w piwnicach Magistratu spalonego fragmentu balustrady schodowej, części osmalonej więźby dachowej, być może zachowanych jako pamiątka po dawnym budynku. Pod stertami przegniłego czarnego od ognia drewna znaleziono metalową skrzynkę wielkości szkolnego zeszytu. Ponieważ powszechnie wiadomo było, że zajmuję się historią ratusza (na głównej uroczystości miałem zaszczyt wygłosić wstępny referat na jego temat), przekazano mi ją w celu zbadania, niepotrzebnego jak sądzono, śmiecia. Jakież było moje zdziwienie, kiedy okazało się, że dokumenty znajdujące się w puszce pochodzą z roku pożaru miasta – 1811!

Fragment zdemontowanych schodów z widocznymi śladami pożaru. Fot. M.J. Kretkowski.
W sporej części były to zapiski Artura Wielachowskiego, mieszczanina gostyńskiego oraz jego listy pisane już po 1815r. z Belgii do przyjaciela o imieniu Bartłomiej. Prawdopodobnie ów adresat listów polecił umieścić te arcyciekawe papiery wraz z zachowanymi na pamiątkę elementami spalonego ratusza. Zanim przekazałem znalezisko dyrektorowi gostyńskiego muzeum, Panu Robertowi Czubowi, skopiowałem dokumenty. Zacząłem też szukać informacji dotyczącej tła politycznego wydarzeń, które zarówno dla Artura Wielachowskiego, jak i jego przyjaciela Bartłomieja nie były do końca jasne. Ogrom materiału, często wymagający skanowania dokumentów z czasów Księstwa Warszawskiego pisanych w języku francuskim, co wiązało się oczekiwaniem na tłumaczenie, spowodowało, że nie udało mi się ukończyć prac tak jak planowałem w dwusetną rocznicę rozgrywających się wydarzeń. Celowo porzuciłem wersję przedstawienia bezpośrednich zapisów w formie pamiętnikarskiej uzupełnionych listami i dokumentami. Zarówno język sprzed dwustu laty, często dziś nie do końca zrozumiały, brak wyjaśnień pewnych sytuacji, oczywistych dla piszącego w początkach XIX wieku, a niejasnych dla współczesnego czytelnika, jak i pokusa, by spróbować przenieść czytelnika w rozgrywającą się na ulicach realnego wielkopolskiego miasta wydarzeń, skłoniła mnie do beletryzacji pism zawartych w szkatułce. Myślę, że pewne wydarzenia, mimo iż nie ma o nich wzmianki w uzyskanych źródłach, musiały się wydarzyć, co pozwalało mi czasami ponieść wodze wyobraźni. Warto było jednak dokładnie przeanalizować zachowane dokumenty i spróbować odtworzyć sytuacje, które rozegrały się tuż przed wyprawą Napoleona na Rosję w małym miasteczku położonym w południowo - zachodniej Wielkopolsce.
Sonda |
InfoUwaga: Po przesłaniu zgłoszenia należy zarejestrować się pod takim nickiem (loginem) jak nazwa zespołu. Aby zarejestrować zespół NIE WYSTARCZY się zalogować. Konieczne jest wysłanie maila z wypełnionym zgłoszeniem pobranym tutaj.
|



































