- Czy, cholera, ludzie nie mogą sobie wymyśleć innej pory na znajdowanie zwłok? – oficer Żandarmerii Krajowej byłej Dzielnicy Pruskiej Adam Rybski podniósł kołnierz płaszcza. Był wysokim, dobrze zbudowanym mężczyzną około czterdziestki, chociaż obecnie trudno było określać wiek po wyglądzie fizycznym. Wojna często potrafiła odcisnąć takie piętno okrucieństwa, że dwudziestolatkowie wracali z frontu jako pozbawieni woli życia starcy.  – Coś wiemy? Kto to jest? I kto go znalazł?
- Śmierć zadana ostrym narzędziem. Dwa uderzenia w okolice serca. Morderca chciał zabić. Ofiara nie miała szans. Nazywał się Konstanty Bowara. Tak przynajmniej wynika z listu, jaki miał przy sobie i legitymacji Związku Pszczelarzy – odparł sierżant Jaworowski przeglądając dokumenty zmarłego. – Z miejscowości  Brody, to gdzieś na wschodzie. Znalazł go Kacper Minero i chyba spłoszył mordercę.
- Widział go? – zainteresował się Rybski oglądając zwłoki.
- Tylko uciekającego mężczyznę. Jest wystraszony i niewiele dziś się z niego wyciśnie.
- Skąd się tu mógł wziąć i po co przyjechał?
- To akurat łatwo ustalić – uśmiechnął się sierżant. – W kieszeni płaszcza miał papiery. W tym liście jest wszystkie. Facet przyjechał do pracy do Mariana Krota. Od jutra miał pełnić rolę księgowego w firmie.
- I nie miał żadnego bagażu? – kapitan rozejrzał się wokoło.
- Prawdopodobnie to sprawka mordercy. Zabrał bagaż i uciekł. Zwykły napad rabunkowy.
- To nie jest zwykły napad rabunkowy – zaprzeczył Rybski. – Spójrzcie na zwłoki. Tani płaszcz, buty ze podbijanymi podeszwami, kapelusz też nie jest od Gotie`go. Jedynie ta czerwona, jedwabna apaszka tu nie pasuje, ale całość raczej nie skłaniająca do rabunku. I w dodatku zabójstwa! Na co liczył morderca?  Na cerowane spodnie w walizce?
- W sumie racja, szefie – kiwnął głową Jaworski i podrapał się po bródce. – Czyli jak przyjechał do Gostynia, to ja ustalę z kim przyjechał, kto przyjechał ostatnim pociągiem do Gostynia. I pogadam z tym Krotem.
- A ja idę do Hotelu Francuskiego. Spotkamy się w biurze.
- Do hotelu?
- Jeżeli znajdujemy trupa na targowisku, to raczej nikt go tu nie przyniósł, co? Gdzieś musiał iść. A gdzie byś szedł po przyjeździe do obcego miasta?
Hotel był okazałym budynkiem. Mimo późnej pory jego właściciel był całkowicie ubrany. Bowara nie rezerwował miejsca w jego hotelu. Wyjaśnił Rybskiemu, że owszem przyjął dziś jedną osobę na rezerwację – pana Henryka Pawłowskiego, który siedzi jeszcze w sali bilardowej oraz pana Stefana Ratajczyka. Ten drugi pan co prawda nie rezerwował telefonicznie miejsca, ale pojawił się pół godziny po Pawłowskim i oczywiście nie odmówiono mu pokoju.
- Choć wie pan, to ciekawe – właściciel zastanowił się pocierając łysinę. – Oboje przyjechali tym samy pociągiem, a razem nie przyszli.
Rybski skierował się do sali bilardowej. Przy kieliszku koniaku siedział mężczyzna pochylony nad kartką pokrytą ciągiem równań.
- Pan Henryk Pawłowski?
- A kto pyta? – mężczyzna podniósł głowę. Miał szare inteligentne oczy.
- Jestem szefem tutejszego posterunku policji. Adam Rybski. Mogę się przysiąść?
Pawłowski przyzwalająco skinął głową i wskazał na pobliski fotel. Był młodszy od Rybskiego, mógł ledwo co przekroczyć trzydziestkę. – Czy zaraz po przyjeździe popełniłem jakieś przestępstwo, czy też w tym mieście władza przepytuje każdego przyjezdnego?
- Czy zna pan Konstantego Bowara?
- Znam wielu ludzi, ale nie kojarzę nazwiska – Pawłowski pokręcił głową.
- Brunet, pana wzrostu. Razem z panem przed godziną przyjechał do Gostynia pociągiem. Miał zacząć pracę jako księgowy.
- A tak, przypominam sobie. Jechaliśmy razem pociągiem. Przysiadł się i opowiadał o tym, że ze wschodu przyjechał tu do pracy. Miły człowiek – przybysz pociągnął łyk koniaku.
- Nie żyje – rzucił Rybski i szybko spojrzał na Pawłowskiego. Przez jego twarz przeszedł skurcz zaskoczenia. Wydawało mu się, że dostrzegł też pewne zaniepokojenie. Mężczyzna chrząknął jakby cos stanęło mu w gardle.
- Jak to nie żyje? Wypadek?
- Można to tak nazwać.. Przewrócił się nieszczęśliwie, ale wcześniej  ktoś dwukrotnie wbił mu ostre narzędzie w serce – Rybski pochylił się nad rozmówcą. – Czy mówił coś, co mogłoby sugerować, że się czegoś bał? Albo zachowywał się dziwnie?
- Nie! Normalny, skromny, trochę gadatliwy człowiek, który cieszył się z tego, ze układa sobie życie na nowo! Przepraszam musze się czegoś napić, mam problemy z gardłem.
- A pan po co przyjechał do Gostynia?
- Ja? – Pawłowski potarł czoło, jakby sam sobie się dziwił co tu robi. – Przepraszam, ta śmierć mną trochę wstrząsnęła. Jestem tu tylko na kilka dni. Przyjechałem odwiedzić pewnego znajomego, który leży w szpitalu na Marysinie.

Do X Gry zostało...

Start GRY: Monday, Apr 01, 2019 19:00 188 dni

Organizatorzy

Odwiedza nas

Dziś74
Wczoraj102
Tydzień176
Miesiąc2058
Total63875

Who Is Online

1
Online