1 maja 1667
Anna spojrzała na wiosenne promienie przecinające zachlapany błotem plac. Wychowała się w tym miasteczku i znała każdy jego, najmniejszy nawet element. Wiedziała, która deska w płocie jest obluzowana, która kałuża jest płytka, a w której można zamoczyć nogę po kostki. Którego z dziesiątków szwendających się kundli można pogłaskać, a u którego pod sierścią czai się bestia. Aż podskoczyła na wspomnienie radości z jaką zawsze witała wiosnę - czas beztroskich zabaw. Zaraz jednak uzmysłowiła sobie, że teraz, jako żona Szymona, szanowanego członka Cechu Bednarzy nie może się już zachowywać jak swawolne dziecko. Dziewczyna posmutniała. Miała osiemnaście lat, ale widać było, że doświadczenia życiowe potrafiły uczynić ją szybko dorosłą. Odeszła od okna.
Jej pokój nie był wielki. Nic nie mogło być wielkie w tym małym miasteczku, gdzie domy w Rynku były dosłownie na rząd okien wciśnięte między siebie, tak jakby każda z parceli, chciała choć trochę zaczerpnąć miejskiego, rynkowego powietrza. Stykały się drewnianymi ścianami, przyczajone w cieniu wielkiej gotyckiej fary. Od lat nic nie zmieniało się w tym spokojnym miasteczku. Przynajmniej w jej oczach, młodej nie do końca świadomej wielkich spraw, które działy się wokół niej. Na pięknej, gdańskiej komodzie, jednego z symboli zamożności bednarza Szymona, obok Krucyfiksu leżały porozrzucane męskie drobiazgi. Nie należały do jej męża. To wszystko co mi pozostało po ojczulku- pomyślała z żalem. Minęło już półtora roku od nagłej śmierci ojca, ale Anna nie potrafiła się otrząsnąć. Wszystko potem potoczyło się tak szybko. Nie czuła się najlepiej. Bolała ją głowa od wypłakanych nocy. Czasami miała wrażenie, że jest obserwowana, ale potem myślała, że to może jej dobry ojciec Piotr śledzi jej poczynania z boku. Kiedy mówiła o tym rodzinie – nie wierzyli. Zaczęli dziwnie na nią spoglądać. A ona wiedziała, że ktoś nocą chodził po izbie ojca, a rano sekretarzyk z jego dokumentami był niedomknięty. Zaledwie w kilka tygodni po pogrzebie zaskoczyły ją oświadczyny człowieka prawie dwukrotnie od niej starszego. Nie byłoby w tym nic dziwnego, ale według Anny miał on w sobie coś, co przerażało. Dlatego odrzuciła zalotnika, powołując się na dużą różnicę wieku. Miał chyba na imię Jan. Ale młoda dziewczyna nie mogła sama się utrzymać w tak trudnych czasach. Może dlatego szybko zgodziła się na ślub z zaproponowanym przez zatroskaną rodzinę wdowcem Szymonem. Nie stanowił wymarzonej partii, ale był opiekuńczy i chyba uzupełniał coś, co właśnie dziewczynie zabrakło – męską opiekę. Tyle się wydarzyło ostatnio. Ciekawe co przyniesie ta wiosna 1667 roku? – pomyślała Anna.
Sonda |
InfoUwaga: Po przesłaniu zgłoszenia należy zarejestrować się pod takim nickiem (loginem) jak nazwa zespołu. Aby zarejestrować zespół NIE WYSTARCZY się zalogować. Konieczne jest wysłanie maila z wypełnionym zgłoszeniem pobranym tutaj.
|




































