Reklama
Reklama
Do kolejnej Gry
1.04.2013 17:00 już za
315 Dni
Galeria 2012

Zapytaj on-line 2117110
Status:

Naszą witrynę przegląda teraz 3 gości 
Statystyki
mod_vvisit_countermod_vvisit_countermod_vvisit_countermod_vvisit_countermod_vvisit_countermod_vvisit_counter
mod_vvisit_counterDziś10
mod_vvisit_counterWczoraj150
mod_vvisit_counterW tym tygodniu160
mod_vvisit_counterPoprzedni tydzień725
mod_vvisit_counterW tym miesiącu2116
mod_vvisit_counterPoprzedni miesiąc5944
mod_vvisit_counterRazem58213

13 maja 1667

Miasto budziło się ze snu. Kramy z pieczywem już wcześniej otworzyły swe podwoje. Teraz powoli uaktywniały się jatki mięsne. Tu i ówdzie słychać było odgłosy budzących się do życia warsztatów szewskich, bednarskich czy tkackich. Rynek zaczynał zapełniać się ludźmi. Minął już najgorszy czas, kiedy kończą się zapasy zimowe, a natura nie ofiaruje jeszcze nic. Ciepłe promienie napawały optymizmem. Drewniane domy wygrzewały się w słońcu, tu i ówdzie łuszcząc starą farbę. One również czekały na wiosenne odnowienie. Drzwi jednego z nich otworzyły się i ukazała się postać przygarbionej staruszki. Zatrzymała się chwilę, ciesząc pomarszczoną twarz promieniami słońca. Wolno ruszyła dobrze znaną, od lat powtarzaną trasą. Opierała się na zniszczonej drewnianej lasce, która  kiedyś należała do przedmiotów ekskluzywnych. Mijani przechodnie z szacunkiem pozdrawiali staruszkę. Od lat widok kobiety zmierzającej na grób męża z wepchniętymi w lnianą torbę polnymi kwiatami stał się stałym elementem miasta. A ona odwzajemniała pozdrowienia uśmiechem, z którego biło ciepło i jakaś pogodna rezygnacja. Po kilku minutach staruszka przekroczyła bramę cmentarza. Na leżące blisko siebie groby kład się cień pobliskiego kościoła. Siedmiometrowa wieża górowała na okolicznymi drewnianymi domkami i szpitalem. Otwarte drzwi wpuszczały do wnętrza świeże majowe powietrze. Na tle ciemnej podłogi z palonej cegły odbijały się złocenia ołtarzy i wielki krzyż. Leżący w pobliżu cmentarz był skromny. Znaczniejszych mieszkańców chowano przy kościele farnym. Tu pozostali pomniejsi mieszkańcy grodu nad Kanią. Ale jeden z pomników wyróżniał się wielkością. Na kamiennej płycie widniał napis:

Sławetny Pan Jakub Cytacki,
Mistrz Cechu Młynarzy, Radny Miasta.
Zmarł w sile wieku Roku Pańskiego 1651.

 

Staruszka delikatnie położyła świeże kwiaty. Miała nadzieję, że majowe słońce wysuszy je na kamiennej płycie i zachowają bukiet na dłużej. Obecność grobu męża powodowała, że zaczynała rozmawiać z nim cicho szepcząc. Wspominała wspólne chwile, rozmowy. Dzielili się wszystkim- radościami i troskami. Potrafili czasami rozmawiać do białego rano. Jak wtedy, kiedy wrócił mocno po północy…
- To było przerażające! Bandyci! – zrzucił płaszcz i opadł na krzesło. Drżącą ręka nalał sobie wody ze stojącego na stole dzbana.
Cytacka milczała. Wiedziała, że mąż wrócił z posiedzenia sądu i jej pytania nie były na miejscu. Będzie wiedziała tyle ile uzna, że powinna wiedzieć.
- Nie wiadomo co komu zawiniła ta biedna kobieta. Conratt mści się na niej, a ta banda czeka na rozrywkę.
- Conratt? – spytała – Przecież dopiero od niedawna jest w mieście. Przypomniała sobie tego młodego człowieka o zimnych, niebieskich oczach.
- Tak, ten sam – słowa wystrzeliwały z jego ust – Pomówił Zofię, żonę tego cieśli Jana o czary. Rozumiesz: Zofię! Nie wiem czym przekupił tych durniów, ale wzięli tę niewinną kobietę na tortury. Nie mogłem na to patrzeć.
Na czole pojawiły mu się krople potu. Przetarł je rękawem i upił kolejny łyk, kontynuował dalej.
- Gdyby był dziedzic Gostyński, może by powstrzymał to zdziczenie, ale gdzieś w świecie. A Radzewska jeszcze okoliczną szlachtę pospraszała. Nie udało jej się Reginę Cichą na stos posłać, to tym razem ten Conratt… Wydawało mi się zresztą przez chwilę, że pomiędzy nimi jest jakieś porozumienie. Ta biedna kobieta…
Głos ugrząsł mu w gardle. Widać było, że ta część opowieści jest dla niego wyjątkowo ciężka. 
-Wytrzymała pierwsze tortury… Była w strasznym stanie – oczy mu się zamgliły. Widział znów obraz, którego nie będzie mógł zapomnieć do końca życia. –Nie przyznała się, ale te dranie, które ją pilnowały: Kuflik i Dumarecki zeznali, że przy nich się przyznała. A ja widziałem, że ta kanalia Conratt rozmawiał z nimi wcześniej.
- I co?
- Po północy znów wzięli ją na tortury. Wytrzymała jeszcze godzinę i przyznała się do absurdalnego zarzutu, że „mierzyła drzewo na budowę”! Nie powiedziała, że to czary. Nie pomówiła innej kobiety! Powiedziała, że nic złego nie zrobiła… Chcieli ją dalej torturować, ale udało mi się przerwać to krwawe przedstawienie – Cytacki odetchną, jakby wyrzucając to z siebie, zdjął ogromny ciężar. –Może rano Pan Gostyński uwolni tę umęczoną istotę.
- Dlaczego oni chcą jej śmierci? – zpytała żona, która słuchała zwierzeń męża z szeroko otwartymi oczami.
- Nie wiem. Conratt musi mieć w tym jakiś interes. Spytam ją jutro, a właściwie to już dziś, za niedługo świta. Może wyjawi mi powód…
Dzwony na kościelnej wieży wyrwały staruszkę z zadumy. Biedna Zofia nie zdążyła nic powiedzieć – nad ranem zmarła w wyniku odniesionych przy torturach ran. Dlaczego akurat dziś przypomniała sobie tę rozmowę? Kilka dni temu w mieści pojawił się człowiek, którego bezlitosnych, zimnych oczu nie mogła zapomnieć…

 

 

Dodaj komentarz


Kod antysapmowy
Odśwież

Sonda

Jaki okres historyczny najbardziej lubisz?
 

Info

Uwaga: Po przesłaniu zgłoszenia należy zarejestrować się pod takim nickiem (loginem) jak nazwa zespołu.

Aby zarejestrować zespół NIE WYSTARCZY się zalogować. Konieczne jest wysłanie maila z wypełnionym zgłoszeniem pobranym tutaj.

 

 

 

Reklama
Reklama
Reklama