Reklama
Reklama
Do kolejnej Gry
1.04.2013 17:00 już za
315 Dni
Galeria 2012

Zapytaj on-line 2117110
Status:

Naszą witrynę przegląda teraz 3 gości 
Statystyki
mod_vvisit_countermod_vvisit_countermod_vvisit_countermod_vvisit_countermod_vvisit_countermod_vvisit_counter
mod_vvisit_counterDziś10
mod_vvisit_counterWczoraj150
mod_vvisit_counterW tym tygodniu160
mod_vvisit_counterPoprzedni tydzień725
mod_vvisit_counterW tym miesiącu2116
mod_vvisit_counterPoprzedni miesiąc5944
mod_vvisit_counterRazem58213

7 maja 1667

Nauczyciel Jan Hadowicz nie był jedynym, który umiał czytać w Gostyniu. Od ponad pół wieku działało tu przecież przy kościele farnym bractwo literatów, którego członkowi musieli wykazywać się umiejętnością czytania modlitw. Ale widać tym razem chodzić musiało nie tylko o odczytanie dokumentu. Może łaciny za dużo? Albo pismo zagraniczne– zastanowił się Hadowicz. Wczoraj zaczepił go z cudzoziemska ubrany człowiek i spytał łamaną polszczyzną, czy może przetłumaczyć mu pewien dokument. Nie chciał go pokazać na miejscu, umawiając się na kolejny dzień po zmroku. Hadowicz zgodził się na tę zaskakującą propozycję, bo zaintrygowała go ta dziwna postać. Czasy nie są bezpieczne – mruknął, wciskając za koszulę spory nóż.
Początkowo nie usłyszał pukania. Było tak ciche, że bardziej przypominało szemranie. Dopiero skowyt psa sąsiada skierował jego uwagę na drzwi. Nieznajomy wtargnął do izby, gdy tylko ledwo opuścił rygiel. Zatrzasnął pospiesznie dębowe drzwi za sobą i rozejrzał się bystro po pokoju. Szybkim krokiem podszedł do okna i przesunął zasłonę. Hadowicz przyglądał się temu w milczeniu czując, że dzieje się coś niezwykłego. Nieznajomy usiadł nie zdejmując nakrycia głowy. Gdyby nauczyciel był bardziej wprawnym obserwatorem zauważyłby, że przybysz zajął miejsce tak, by żadne światło nie padało mu na twarz. Po stole potoczyły się dwie złote monety.
- Jest pan człowiekiem wykształconym i zaufanym księdza proboszcza- zaczął tajemniczy gość- Myślę, że zachowanie dyskrecji w pewnych sprawach leży w pańskich możliwościach?
Hadowicz nie wiedział czy poczuć się urażonym, czy wręcz odwrotnie: potraktować wypowiedziane rozkazującym tonem słowa jako komplement. Pytający zresztą nie czekał na odpowiedź.
- Potrafię w miarę poprawnie posługiwać się waszym językiem, mam jednak problemy z odczytywaniem pisma. Szczególnie te ręczne gryzmoły. Niech pan spojrzy na to – rzucił na stół mocno wymięty papier.
Już na pierwszy rzut oka widać było, że dokument ma kilka lat i przechodził z rąk do rąk. Nauczyciel delikatnie ujął list i zaczął czytać:

In Scotiae adscripti, Anno Domini 9 mai 1665
Drogi Andrzeju!
Sporo już lat upłynęło odkąd rodzina wasza, za wiarą inną ojczyznę upuścić musiała i w krajach, gdzie tolerancja sercom władców miła szukać schronienia. Tam spokój znaleźliście, jak słyszymy i szacunek obywateli, co wam, nie jak obcym, ale jako swoim, godności miejskie honorami oddają. Złe wieści jednak i do nas dochodzą. Niepokoje w Ojczyźnie waszej nowej się szykują. Onegdaj był z wizytą u nas Pan Gostyński i wiele opowiadać co się podczas najazdu Karola Gustawa działo, kto po stronie wolności walczył, a kto za talary Ojczyznę chciał sprzedać. Toć wszystko usłyszał od uczestnika walk kofederacyjej tyszowieckiej mieszczanina gostyńskiego Piotra. Ów Piotr dokumenty zabezpieczył i miał Panu Gostyńskiemu po powrocie do Ojczyzny przekazać. Co się jednak stać nie może, bo Pan Gostyński zachorował nagle i, choć to człek wielkiego zdrowia był, zmarł bólami jelit skręcony. My zaś przerażeni ślemy pytanie, czy  Piotrowi co się nie stało, bo widać doku-


- Tu tekst nagle się urywa – przerwał czytanie Hadowski.
- Niech to wszyscy diabli! – zaklął przybysz. Widać było, że napięcie towarzyszące mu w czasie czytania listu ustąpiło teraz wściekłości – W takim momencie! I znowu nic!
Wyrwał list z rąk oniemiałego nauczyciela i ruszył w kierunku drzwi. Po chwili jednak zatrzymał się i obróciwszy głowę wycedził:
- Najlepiej dla pana będzie, jeśli potraktuje pan tę wizytę jako niebyłą. Czasami wiedza nie idzie człowiekowi na dobre- uśmiechnął się jakoś smutno i wyszedł.
Hadowicz ocknął się na dźwięk zamykanych drzwi.  Treść listu była zaskakująca, sugerowała jakąś rzecz tajemną… Nauczyciel sięgnął po przygotowane na stole piwo. Liczył, że ta wizyta będzie dłuższa. Powoli przechylił kufel. Już dawno powinienem zmienić browar – pomyślał. Piwo nie było ani świeże, ani odpowiednio chłodne. Po kilku łykach jednak emocje pozostałe po spotkaniu minęły i Jan zaczął zastanawiać się do kogo ów list mógł być adresowany. Drogi Andrzeju! Jasne! List ze Szkocji i to ze środowisk, które przyjmowały dziedzica Gostyńskiego, mógł być kierowany tylko do wójta Andrzeja Turkana. Ale dlaczego nie trafił do jego rąk? – zastanowił się Hadowicz. I jak przez mgłę przypomniał sobie sprawę Jana Bernardinka, bogatego mieszczanina gostyńskiego, który podrobił klucze i obrabował skład Turkana. Wszyscy dziwili się dlaczego bogaty i poważany obywatel posunął się do takiego przyziemnego przestępstwa? Co warte było kary cielesnej, utraty dwóch domów i wygnania z miasta? Hadowicz w zamyśleniu pociągnął kolejny łyk piwa.

 

Dodaj komentarz


Kod antysapmowy
Odśwież

Sonda

Jaki okres historyczny najbardziej lubisz?
 

Info

Uwaga: Po przesłaniu zgłoszenia należy zarejestrować się pod takim nickiem (loginem) jak nazwa zespołu.

Aby zarejestrować zespół NIE WYSTARCZY się zalogować. Konieczne jest wysłanie maila z wypełnionym zgłoszeniem pobranym tutaj.

 

 

 

Reklama
Reklama
Reklama